Zdradliwa droga do wyzwolenia

„Droga do wyzwolenia. Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary” Lawrence’a Wrighta jest kolejną książką znanego i nagradzanego dziennikarza „New Yorkera”. To nie tylko wnikliwa analiza scjentologii, to zarazem punkt wyjścia do rozważań, czym w ogóle jest wiara.

 

 

Punktem wyjścia tego pogłębionego reportażu jest historia scjentologii – od narodzin jej chimerycznego twórcy L. Rona Hubbarda, pisarza science fiction, mitomana o niejasnej przeszłości z przerośniętym ego, mnóstwem fobii i kompleksów aż po czasy współczesne i autorytarne rządy jego agresywnego następcy – Davida Miscavige’a. Przybliża doktrynę scjentologiczną, jej specyficzny język i terminologię oraz drogę, jaką przebywają jej wyznawcy. To zarazem przerażający obraz precyzyjnie skonstruowanej maszyny do uzależniania ludzi i ich wykorzystywania, przede wszystkim finansowego.

 

Scjentologią interesują się głównie młodzi. Kusi ich bliskością gwiazd i obietnicą zrobienia kariery w Hollywood – tu pomocne są postaci takich celebrytów jak Tom Cruise czy John Travolta należące do sekty. Angażując się w scjentologię, podpisują „kontrakt na miliard lat” służby. Godzą się płacić ogromne sumy za zdobywanie szczebli na „moście ku całkowitej wolności” – scjentologicznej drodze do zbawienia. Pozwalają przełożonym kościoła na ograniczanie swojej wolności, na zamykanie się w obozach odosobnienia. W każdym momencie wyznawca za byle przewinienie może zostać uznany za „jednostkę antyspołeczną” i cofnięty na sam początek swojej scjentologicznej drogi. Jeśli opuści „kościół”, jest prześladowany i rujnuje mu się życie, ujawniając jego wstydliwe sekrety.

 

„Droga do wyzwolenia” to kopalnia wiedzy o scjentologii: jest dokładna i rzetelna. Każda informacja jest sprawdzona, a na końcu znajdują się setki przypisów. Wielkim plusem jest również bezstronność Wrighta: pisząc o tej bardzo kontrowersyjnej organizacji, nie chce jej pogrążać i osądzać, nie tworzy „pod tezę”, poddaje jedynie wszystko krytycznej analizie. Przed lekturą miałam mikroskopijne pojęcie o scjentologii. Wyobrażałam sobie, że to sekta przypominająca mormonów. Poznając dzieje Hubbarda i stworzonej przez niego religii, początkowo się śmiałam, lecz z czasem śmiech zamarł na ustach, ustępując miejsca przerażeniu: nie mogłam uwierzyć w horror, jaki spotyka jej wyznawców.

 

Jak powiedział Mark Twain: „Prawda jest dziwniejsza od fikcji, a to dlatego, że fikcja musi być prawdopodobna. Prawda – nie.” Czytając książkę Wrighta, szukałam też odpowiedzi na pytanie: co stanowi o sile scjentologii, że wciąż przyciąga nowych adeptów? Wielu byłych scjentologów po odejściu z „kościoła” dokładnie opisywało koszmar, jaki przeszli, a jednak wciąż pojawiają się nowi chętni szukający wiary, oparcia w tym niepewnym świecie, uniwersalnej recepty na szczęście. Dla nich wszystkich scjentologia ma uniwersalną receptę. Niestety, niezwykle drogą. Czasami kosztującą nawet życie.

 

Karolina Staniewska