Ze Stasiukiem na kawie

[spider_facebook id=”2″]

Podczas lektury „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” można poczuć się jak podczas rozmowy przy kawie z dobrym kolegą – jeśli nie przyjacielem – którego dawno nie widzieliśmy. A jaka jest ta rozmowa? Trochę chaotyczna, wielowątkowa; tak jakby ktoś chciał nam opowiedzieć wszystko, podzielić się każdym przeżyciem, jednocześnie mając świadomość, że jest to niemożliwe.

 

nie_ma_ekspres_w

 

Najnowsza książka Andrzeja Stasiuka to zbiór felietonów, które ukazywały się wcześniej głównie w „L’Espresso” i „Tygodniku Powszechnym”. Nie znalazły się w niej teksty niepotrzebne czy przypadkowe, a całość spaja motyw szeroko rozumianej podróży. Jest to podróż Traktem Czujskim, który wiedzie przez kraj Ałtajski; wyprawa w kierunku Czerwonej Przełęczy czy też przejazd drogą 816, która zaczyna się w Zosinie, a kończy w Terespolu. Jest to także podróż do własnego wnętrza, intelektualna wędrówka w głąb siebie. Stasiuk w jednym z ostatnich tekstów pisze: Mówię do was z bardzo daleka. Mówię do was z głębi własnego życia. Moje słowa są przesiąknięte wszystkim tym, co było. Trudno nie wyczytać tego z lekkich i ciepłych wspomnień czasów młodości, na przykład pierwszej ucieczki z domu. Czytając „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”, można odnieść wrażenie, że Stasiuk pisze tylko o tym, o czym naprawdę ma ochotę opowiedzieć swoim czytelnikom. I robi to w genialny sposób.

 

Tradycyjnie dużo u Stasiuka przyrody, która wciąż jest dla niego inspiracją, ale także powodem do refleksji. Autor, zachwycony życiem w zgodzie z naturą, z upodobaniem do niej wraca. I tak na przykład w książce pojawia się tekst „Dzikie”, w którym Stasiuk pisze o rysiu – znakomitym taktyku: On przy nich wyglądał na niewzruszonego mistrza energetycznej kalkulacji. Jakby miał wyliczoną każdą kalorię, każdy ułamek sekundy i każdy centymetr. Zachwyca się także następstwem pór roku; błogosławi im, chwaląc zmienność naszego klimatu. Dla autora natura to spektakl, wielkie przedstawienie, które zasługuje na podziw.

 

W zbiorze odnajdziemy również motyw polskiej wsi – zdaniem autora zmieniła się ona nieodwracalnie. Stasiuk wspomina targowiska, dzięki którym w środku miasta unosił się zapach wsi oraz ubolewa nad tym, że teraz polskie targowisko pachnie chińskimi wyrobami. Garnitury, sukienki, dżinsy, suknie ślubne, bielizna, jednym słowem wszystko, co człowiekowi potrzebne jest do ubrania na każdą okazję od chrztu aż po pogrzeb – tak teraz wyglądają polskie stragany. Inne wspomnienie wsi to wieś rodzinna ojca: ona też nie przypomina już tej sprzed lat. Z dobrze znanego podwórka zniknęły psy, kury i owce. Nie unosi się tam zapach siana i stajni. Wszystko porosła zielona trawa oraz kwiaty, które – choć piękne – nie mają w sobie dawnego życia.

 

W felietonach pojawia się typowa dla autora refleksja nad przemijaniem. Zawarty w jednym z tekstów prywatny nekrolog naświetla ten dobrze znany motyw z innej strony, pokazuje inny jego odcień. Stasiuk przewrotnie zauważa: śmierć jednak trochę przydaje się nam w życiu. I na dowód tego opisuje pogrzeb wujka, który był także – a w tym ujęciu nawet przede wszystkim – okazją do spotkania. To, na co autor zwraca uwagę, pisząc o przydatności śmierci, to właśnie to, że wspomniana stypa nie stała się smutną, żałobną uroczystością, ale rodzinnym obiadem ze wspomnieniami, żartami i smakiem nalewki domowej roboty.

 

Po lekturze „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” można odnieść wrażenie, że wiele z felietonów tu zawartych dotyczy rzeczy banalnych. Mało kto ma obecnie czas na to, żeby obserwować, jak wygląda niebo w upalne wakacyjne południe albo spędzać pół dnia z nosem przyklejonym do szyby, podziwiając sikorki. Z drugiej jednak strony te urocze opowiastki pojawiają się naprzemiennie z dywagacjami na temat życia i śmierci, z wykopywaniem zwłok i nazistowskim zbrodniami. Przewrotnie.

 

Najnowsza książka Stasiuka to świetny pretekst do zastanowienia się nad tym, czy w ogóle chcemy wsiadać do pędzącego ekspresu i czy mamy za czym gonić. A może lepiej, jak proponuje autor, nauczyć się pięćdziesięciu włoskich słów i sprawdzić, jak w Kalabrii podróżuje się autostopem… Ja chyba się skuszę.

 

Magdalena Przeniosło

 

 

„Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”
Andrzej Stasiuk
Wydawnictwo Czarne