Centrum Kapuścińskiego

Z okazji premiery książki Kamila Bałuka i Wacława Krupińskiego pt. „Wodecki. Tak mi wyszło” w Faktycznym Domu Kultury odbyło się spotkanie autorskie. Kamil Bałuk opowiadał m.in. o swojej fascynacji pierwsza płytą Zbigniewa Wodeckiego oraz o pracy nad książką. Rozmowę poprowadził dziennikarz muzyczny Jędrzej Słodkowski.


Kamil Bałuk poświęcił swój reportaż fenomenalnemu odrodzeniu się z otchłani zapomnienia pierwszej płyty Zbigniewa Wodeckiego po czterdziestu latach od czasu jego debiutu. Podczas spotkania Bałuk mówił, dlaczego jego tekst został zestawiony z „wywiadem rzeką” z Wodeckim. – Wywiad Wacława Kopińskiego był skończony w 2010 roku, czyli dokładnie dwa lata przed OFF Festivalem – zanim zaczęła się przygoda Zbigniewa Wodeckiego z zespołem Mitch&Mitch. – To jest jeden z ostatnich miesięcy kiedy, Wodecki jest jurorem „Tańca z gwiazdami”. W ciekawym momencie jest ten wywiad, bo daje bardzo dużo oglądu na to, jaki Wodecki chciał wtedy być. On tam jeszcze nie wie, co się zdarzy. Jeszcze nie wie, że za chwilę przestanie być jurorem. Wywiad łapie dokładnie czas przed tą zmianą, a mój reportaż miał pokazać te ostatnie siedem lat – mówił reporter.
Autor opowiadał, czym kierował się, rozpoczynając pracę nad książką. – Postanowiłem, że to będzie opowieść o powrocie do siebie młodego sprzed czterdziestu lat, odkrywaniu siebie na nowo i redefiniowaniu siebie – stwierdził. – Jak rozmawiałem z Mitchami, dowiedziałem się jednak, że z Wodeckim tak się stało po części, ale on trochę jednak pozostał tym Wodeckim, który z OFF Festivalu jedzie na festyn śpiewać „Pszczółkę Maję” – zaznaczył reporter.

 


– Chciałem zweryfikować – opowiadał dalej Bałuk – jak się grało Mitchom z Wodeckim. Okazało się, że np. nic nieznacząca dla Wodeckiego piosenka, „Panny mojego dziadka” nagrane w 1976 roku wpadły na płytę przypadkiem, tylko dlatego, że na krążku było jeszcze miejsce. Już wszyscy poszli do domu, a Wodecki został sam nagrał wszystkie instrumenty, wszystkie chórki, cały głos. To była jednoosobowa orkiestra „Zbigniew Wodecki”, jakby zamrożony dwudziestosześcioletni muzyk. Właśnie ten utwór zadziałał jak taki „teleport” i wpadł w ucho trzydzieści lat później młodym muzykom. Magia tej historii była dla mnie znacząca – wyznaje reporter.

 


Jak mówił Bałuk, Wodecki kalkulował, co będzie się ludziom podobać. – Pogodził się z tym, że ludziom podobają się „Pszczółka maja” i „Chałupy”. Nie grał piosenek „mitchowych” bez Mitchów. Po tym jednak, jak dostał Fryderyka za najlepszy utwór roku, za piosenkę „Rzuć to wszystko, co złe”, na prośbę publiczności jedną z piosenek „mitchowych” zawarł w swoim stałym repertuarze – powiedział. – Było to dla mnie ciekawe, że Wodecki dostał Fryderyka dopiero, jak grał z Mitchami, którym w ogóle nie zależało na nagrodach. Było to metaforą spotkania starego z nowym i dwóch różnych podejść. Wodecki dostał to, czego kiedyś chciał, stosując metody, w które nie wierzył, że zadziałają, czyli oddać się temu spontanicznie – dodał Bałuk.
Bałuk opowiadał też o swoich oczekiwaniach wobec pracy nad książką i o tym co było dla niego zagadką w całej tej historii – Idealistycznie szukałem tego Wodeckiego, który miał marzenia, które się nie spełniły i chciałem wiedzieć, co on o tym mówił. Dotarłem do rozmów z lat osiemdziesiątych, kiedy on jest trochę smutny. Mówił o tym, że ten kraj go rozczarowuje, ze względów sprzętowych, że na zachodzie jest dużo lepiej. Wyobraźnia Wodeckiego potrzebowała wielu muzyków i świetnych aranży, dlatego nie wytrzymywała zderzenia z rzeczywistości – powiedział.
Autor podzielił się też swoimi przemyśleniami na temat muzyka. – Wodecki, mimo że potem zamienił powagę i dystans eleganckiego i poważnego skrzypka na wizerunek gawędziarza-estradowca, anegdociarza, „pana z telewizji”, to moim zdaniem ten taki dystans zachował do końca. Tylko, że inne było narzędzie. Wodecki powiedział kiedyś Zofii Kamińskiej: „Po to ja mam okulary ciemne, żeby nikt nie zobaczył, co mam w oku”. Moim zdaniem tak było dalej, tylko że okulary zamienił na anegdoty, uśmiech i serdeczność.

 

 

Tekst i zdjęcia: Monika Tułodziecka

Zobacz też:
Chłopiec z Placu Broni

Chłopiec z Placu Broni

Prezentujemy pierwszy fragment naszej książki "Bratanki. 11 niezwykłych portretów"
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim
Nobel ma w sobie coś z kobiety

Nobel ma w sobie coś z kobiety

O Swietłanie Aleksijewicz, Nagrodzie Nobla i Białorusi pisze Alesia Ptushka...

Name required

Website