Złapać rzeczywistość za ogon

[spider_facebook id=”2″]

 

Podczas czwartkowego panelu dyskusyjnego, który odbył się w siedzibie PAP, wszyscy finaliści Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki mieli okazję wspólnie porozmawiać o reportażu, jego granicach i sile, z jaką oddziałuje na społeczeństwo.

 

Na spotkaniu w siedzibie PAP byli obecni wszyscy finaliści Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki (fot. Agnieszka Wilkos) 

 

Dyskusja rozpoczęła się od rozważenia tego, czy dobry reportaż może powstać z tematu nawet najbardziej banalnego. Drauzio Varella, autor książki „Ostatni krąg”, stwierdził, że reportaż można napisać na każdy temat. Dodał jednak, że najciekawsze reportaże to te, które opowiadają o wojnie lub o innym społecznym konflikcie. Michał Olszewski, autor „Najlepszych butów na świecie”, nie zanegował tego, że można napisać reportaż na właściwie każdy temat, i przyznał, że jego bardziej interesują historie konfliktowe. – Czy chcemy, czy nie, musimy uświadomić sobie, że dziennikarz nie pisze o tym, co dobre, ale zagłębia się w rzeczywistość, w której coś szwankuje. To jest dużo bardziej ciekawe – powiedział. Göran Rosenberg, autor książki „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz, uważa zaś, że na co dzień zajmuje się właśnie tematami trywialnymi. – Urodziłem się i wychowałem kraju, w którym od 200 lat nie było żadnej wojny. Muszę więc zaakceptować fakt, iż jestem skazany na poruszanie tematów banalnych. Sądzę jednak, że jest to wyzwanie dla dziennikarza, bo każdego dnia musi on odkrywać w pospolitych historiach tematy fascynujące – przyznał.

 

– Fakt jest nienaruszalny. My, reporterzy, staramy się złapać rzeczywistość za ogon, musimy przebijać się na najwyższy poziom prawdy – mówiła Swietłana Aleksijewicz
(fot. Agnieszka Wilkos) 

 

Prowadzący spotkanie Konstanty Gebert zwrócił uwagę na to, że dziennikarze często muszą naruszać prywatność bohaterów swoich tekstów. Ciekawiło go, jak reportażyści czują się ze świadomością, że „wchodzą z butami” w tę sferę życia rozmówców i jak udaje im się namówić ludzi do zwierzeń. Autorka książki „Życie to za mało”, Iza Michalewicz, stwierdziła, że reporter musi bardzo uważać, by nie przekroczyć pewnej granicy. Ona opisuje historie bardzo intymne, dlatego długo zajmuje jej zdobycie zaufania rozmówcy. Często wchodzi w przyjacielskie wręcz relacje z bohaterami swoich reportaży, też im się zwierza, przez co staje się im bliższa. Natomiast Michał Olszewski stwierdził, że reportaż daje szereg narzędzi, które pozwalają dziennikarzowi napisać bardzo dużo, nawet jeśli jego bohater nie chce rozmawiać. – Detal mówi bardzo dużo o człowieku. Reporter musi obserwować, jak się zachowuje jego rozmówca, jak przechadza się koło okna, jak je – tłumaczył zebranym. – Często można spotkać się z zarzutem, że reporter „włazi z butami” w duszę człowieka i jeszcze macha nogami. Jest to pewne tabu, które dotyczy dokumentu, ale mam nadzieję, że w zetknięciu ze współczesnością wysublimowanej ludzkiej duszy to tabu będzie zanikać – przekonywała zaś Swietłana Aleksijewicz, autorka „Czasów secondhand”.

 

Reportażyści zostali również zapytani o to, czy czasami zdarza im się nagiąć prawdę w swoich reportażach. Dla Izy Michalewicz fakt jest Bogiem. – Każdy reporter ma swoją wrażliwość, ale trzeba trzymać się faktów. Jeśli reporter w swoich reportażach zaczyna zmyślać, to oznacza to dla niego śmierć zawodową – powiedziała. Rosenberg przyznał jej rację: musi istnieć granica pomiędzy literaturą non-fiction a literaturą piękną i nie powinno się obu tych gatunków łączyć. – Nigdy nie napisałem tego, co nie zostało powiedziane. Język w mojej książce jest oszczędny i surowy, bo nie pozwalałem sobie na fikcję – tłumaczył. Varella potwierdził, że wszystkie opisane przez niego historie są prawdziwie, ale dodał, że należy być ostrożnym w ocenie tego, czy coś jest faktem, czy nim nie jest: – Już sam wybór tematu i dobór słów oddalają dziennikarza od czystej prawdy. Reporter opisuje wszystko ze swojej perspektywy, a na to co widzi, nakłada swoje emocje przez to zmienia przekaz. Aleksijewicz nie miała wątpliwości co do istoty prawdy w reportażu. – Fakt jest nienaruszalny. My, reporterzy, staramy się złapać rzeczywistość za ogon, musimy przebijać się na najwyższy poziom prawdy – powiedziała.

 

272_o

Podczas spotkania studenci trzeciego roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego wręczyli nagrodę Magdalenie Grzebałkowskiej za książkę  „Beksińscy. Portret podwójny”, która według nich była najlepszym reportażem spośród dziesięciu nominowanych do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego
(fot. Agnieszka Wilkos)

 

Czy reportażyści mają nadzieję, że ich praca zmieni coś w społeczeństwie? – padło pytanie prowadzącego. Varella odpowiedział bez wahania, że książki mają bardzo duży wpływ na społeczeństwo i że po trzech latach po opublikowaniu jego reportażu o Carandiru – najniebezpieczniejszym więzieniu w Brazylii, zakład ten został zamknięty, co uważa za swój sukces. Michalewicz przypomniała, że dzięki upublicznieniu pewnej sprawy w jej tekście udało się ocalić życie jednej z jej bohaterek, co też jest dla niej powodem do dumy. Aleksijewicz daleka była od takiego optymizmu, bo według niej sztuka jest za skromna, by coś zmieniać. – Możemy się jednak pocieszyć, że bez książek świat byłby jeszcze gorszy – podsumowała.

 

Aleksandra Zbróg