/

Znak pokoju, znak czasów

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


„Przecieranie oczu” posłanki Lichockiej krąży po Internecie. Schowały się za tym troszkę 2 miliardy dla TVP i Polskiego Radia i brak owych na onkologię. Do tego dostaliśmy kolejny sygnał, że każdy gest da się wytłumaczyć, a jak się nie uda, zawsze można odwrócić kota ogonem i atakować atakujących. Ale do czego prowadzą takie zachowania na sali plenarnej?


Po pierwsze, powiedzmy sobie jasno: opozycja wiedziała, że jakiegokolwiek projektu by nie zaproponowała, i tak nie miałby on szans przejść. Muszę jednak przyznać, że jestem pod wrażeniem. Po raz pierwszy od 5 lat (tak, to hiperbola, ale znów nie tak duża) udało się KO-wcom coś taktycznie w sejmie rozegrać, a później nagłośnić to odpowiednio w mediach społecznościowych. Przekazanie przez władzę 2 miliardów na media publiczne, zamiast na onkologię, żyją już własnym życiem i będą nam towarzyszyć przez całą sejmową kadencję. Kudos!


Jest też jednak druga warstwa sprawy środkowego palca posłanki PiS-u. W języku polskim istnieje takie pojęcie jak „język parlamentarny”. Według słownika PWN oznacza on „zgodny z obyczajami”. I z jednej strony możemy się cieszyć, że trochę obyczajów przy Wiejskiej zostało i nie mamy jeszcze bijatyk sejmowych na wzór wschodni, ale jak zastanowimy się nad wieloletnią degradacją naszej sejmowej debaty (tak, nie uderzam tu tylko w sejm od 2015 r., bo Palikot latał z wibratorami wcześniej), widzimy stopniową degradację. Dlatego środkowy palec, już drugi w ostatnich latach, może ujść na sucho, a kanalie mordujące brata zdobywają nawet poklask u części wyborców. W takim razie można już uznać, że, podobnie jak „wyjście po angielsku” zupełnie zmieniło swoje znaczenie po Brexitowej zawierusze (teraz to długi głośny krzyk, że zamierzamy wyjść, a ostatecznie nie wychodzimy), tak i „język parlamentarny” zaczął oznaczać mówienie i robienie co ślina na język przyniesie, często w emocjach, bo i tak wszystko da się wytłumaczyć.


I tu pojawia się pytanie: pogodzić się z tym czy protestować? Uznać, że jeżeli debata parlamentarna zamieniła się w parlamentarną kłótnię, przyjmijmy ten fakt i rozsiądźmy się wygodnie w fotelu z fakami zamiast nóżek i miękkimi poduszkami z kanalii, czy starajmy się ten fotel odrestaurować? Dodatkowo zastanawiam się cały czas nad dylematem w stylu jajka i kury, bo nie wiem, czy my się uczymy od posłanek i posłów i przenosimy ten agresywny język do swoich dyskusji, czy to one i oni wzięli przykład z wyborców? I w końcu, która z tych opcji jest trudniejsza do przyjęcia?


Jak już wspomniałem, gest Joanny Lichockiej pozostanie z nami przynajmniej do końca sejmowej kadencji, a razem z nim sposób rozdysponowania 2 miliardów złotych. Już są z tego memy, filmiki, przeróbki, a będzie ich jeszcze więcej. Tylko jak już się pośmiejemy, zastanówmy się, czy tego po Wiejskiej oczekujemy.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.