/

Zostanę w Aleppo, choćby nie wiem co

Film „Ostatni w Aleppo” na temat działań Białych Hełmów został nagrodzony wieloma prestiżowymi nagrodami, za które wiele osób „skoczyłoby w ogień”. Bohaterowie filmu też skaczą (i tu już bez przenośni!) w samo centrum syryjskiego ognia po to, by ratować innych ludzi. I chociaż premiera filmu miała miejsce w 2017 roku, to dziś, w 2020, wojna ta, niestety, wciąż trwa i nie szykuje się jej koniec. A skoro tematem miesiąca Folderu z Dokumentami jest wojna, chcielibyśmy przypomnieć jeden z najważniejszych dokumentów na temat najbardziej krwawego konfliktu obecnych czasów.

Przeciętny Europejczyk, słysząc hasło „wojna”, przypomina sobie wydarzenia z pierwszej połowy lat 40. XX wieku, kiedy spokojne sny całego świata zakłócała II wojna. Dziś, myśląc o tym, co spotkało naszych pradziadków, wzdrygamy się na samo wspomnienie, ciesząc się w duchu, że jest to historia. Cóż, wojna, to nie jest (niestety) relikt przeszłości, a druzgocąca rzeczywistość XXI wieku. Na przykład w Aleppo – niegdyś pięknym, największym mieście Syrii.

Przenieśmy się teraz z naszych zachodnich, wygodnych kanap dwa i pół tysiąca kilometrów dalej na południowy wschód. Jesteśmy w Syrii, gdzie od dziewięciu lat toczy się wojna domowa między siłami wiernymi prezydentowi Baszszarowi al-Asadowi a zbrojną opozycją. Jej początek sięga 2011 roku, gdy na Bliskim Wschodzie miała miejsce znana nam z podręczników Arabska Wiosna, która polegała na organizacji masowych protestów społecznych. Zachęceni powodzeniami protestów, m.in. u swoich sąsiadów, mieszkańcy Syrii także postanowili wyjść na ulice i dzięki temu położyć kres autorytarnym rządom prezydenta al-Asada. Po kilku miesiącach protesty przerodziły się w tragiczną wojnę domową, podczas której zginęło już ponad pół miliona ludzi.

Reżyserem filmu „Ostatni w Aleppo” jest młody Syryjczyk Firas Fayyad, który od lat angażuje się w przesyłanie materiałów filmowych z objętych wojną miejsc w Syrii. Tym razem postanawia zabrać widza w przerażającą, ale i niezmiernie ważną, podróż wprost do zrujnowanego Aleppo, gdzie pomiędzy gruzami zbombardowanych budynków wciąż mieszkają ludzie. Reżyser wraz ze swoją ekipą towarzyszą mieszkańcom miasta na przestrzeni dwóch lat, pokazując ich codzienność. Skupiają się szczególnie na pracy tzw. Białych Hełmów, którzy zdecydowali się pozostać w Syrii i służyć pomocą tym, którzy sami by sobie nie poradzili. Film jest wstrząsającym, do bólu naturalistycznym zapisem tego, z czym każdego dnia mierzą się Syryjczycy.

„Białe hełmy” to nazwa obrony cywilnej, która powstała w 2013 roku, po to, by służyć lokalnej społeczności i chronić cywilów. Jak dowiadujemy się z filmu, większość z nich przed wojną wykonywała zwykłe zawody. Nie byli to wyszkoleni w ratownictwie ludzie, a po prostu robotnicy czy młodzi studenci. Ich działalność polega na wydobywaniu rannych spod gruzów i udzielaniu im pomocy medycznej, a także ewakuacji ludności cywilnej ze stref zagrożonych. Szacuje się, że dzięki ich działaniom ocalono życie od 60 tysięcy do 100 tysięcy osób. „Białe hełmy” w filmie reprezentowane są przez trzech mężczyzn, choć w rzeczywistości na oblężonych terenach działa ochotniczo kilka tysięcy wolontariuszy. Poznajemy Khaleda, Mahmouda i Subhiego, którzy oprowadzają nas po Aleppo i pokazują, z czym muszą mierzyć się każdego dnia. Z ich wypowiedzi wnioskujemy, że działania, na które się zdecydowali, nie są według nich żadnym aktem altruizmu czy odwagi, a po prostu ludzkiej przyzwoitości. Są świadomi tego, że jeśli nie oni, to nikt nie pomoże tym, którzy w wyniku bombardowań znaleźli się pod gruzami. Z drugiej strony, poznajemy ich jako mężów i ojców, którzy starają się przemycać resztki normalności do życia swoich rodzin. Bawią się z dziećmi, rozmawiają z nimi, zaprowadzają do apteki w czasie choroby. Pytani, czy nie chcieliby wyjechać, odpowiadają, że nigdy – to tutaj się urodzili, tutaj jest ich dom, temu miejscu są wierni.

Codziennością Białych Hełmów jest patrzenie w niebo. I tak jak my zerkamy w górę w poszukiwaniu Słońca, tak Syryjczycy wypatrują kolejnych samolotów bombowych, by w razie ataku wiedzieć, gdzie się kierować z pomocą. Kiedy już widzimy wolontariuszy w akcji, jesteśmy świadkami wielu momentów powodujących skrajne emocje. W jednej chwili łzy same napływają do oczu, gdy spod gruzów udaje się wyciągnąć żywą kobietę, której nic się nie stało, a w drugiej rośnie gula w gardle na widok martwego niemowlęcia. Kamera jest bezwzględna i bezlitosna – pokazuje absolutnie wszystko.

Film Firasa Fayyada został doceniony i nagrodzony na wielu festiwalach, m. in. na Millennium Docs Against Gravity, Sundance czy Critics’ Choice Documentary, a także został nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film dokumentalny. I choć minęło już tyle lat, odkąd świat obiegły informacje, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, wszelkie apele, decyzje i ustawy w odniesieniu do konfliktu w Syrii pozostają bez odbioru. Każdy kolejny dzień tej tragicznej wojny pokazuje tylko po raz kolejny, że układy i polityka są ważniejsze od ludzkiego życia. Oglądając „Ostatniego w Aleppo”, możemy mieć tylko nadzieję, że tytułowi bohaterowie nie będą jednak ostatnimi, którzy zwrócą się do Syryjczyków z braterską pomocą.

Kadr z filmu „Ostatni w Aleppo”, źródło: VOD

„Ostatni w Aleppo” / „Last men in Aleppo”
Reżyseria: Firas Fayyad
Produkcja: Dania, Syria, 2017
Dystrybucja: VOD
Czas trwania: 110 min


Tematem miesiąca działu Folder z Dokumentami jest wojna.


Obrazek wyróżniający: plakat filmu „Ostatni w Aleppo”, źródło: Against Gravity

Wpisy

Na co dzień pracuje w biurze reklamy stacji telewizyjnej, a po godzinach realizuje reporterską pasję. Miłośniczka literatury faktu, muzyki z lat 80 (it’s my life, it’s now or never!) oraz kultury amerykańskiej. W dziennikarstwie najbardziej ceni możliwość odkrywania niezwykłych historii i prezentowanie ich światu.