/

Zupa z bobra

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Minister Ardanowski musi być fanem filmu „Chłopaki nie płaczą”. W szczególności kultowej sceny (jak każda w tym filmie), w której Fred wymienia zwierzęta, które żyją w Polsce. Z fredowej listy jemy na co dzień na razie tylko zająca. Niektórym zdarza się również jeść koninę. Ardanowski postanowił dopełnić listę zwierząt jadalnych i zaczyna od początku monologu Pazury.


Dla przypomnienia, na liście Freda znalazły się: żubr, bóbr, łoś, lis, wilk, kuna, koń, wydra, ryjówka i zając. Jeżeli mam rację, polecam łosiom schować się głębiej w Kampinoskim Parku Narodowym. W przemówieniu Ardanowskiego na sejmowej konferencji „Rola Izb Rolniczych w kształtowaniu i realizacji polityki rolnej państwa”, pojawiła się też deklaracja dalszego wspierania hodowli i zabijania zwierząt futerkowych, więc dla lisów i kun raczej jest za późno.


Zastanawiający jest wybór żubrów i bobrów do wpisania na listę zwierząt jadalnych. Oba te gatunki są chronione nie tylko w Polsce, ale i prawem międzynarodowym. Co do żubrów, wyczuwam tu powrót znienawidzonego przeze mnie, a ukochanego przez prawicowców romantyzmu. Ardanowski po prostu musiał naczytać się IV księgi „Pana Tadeusza” i marzą mu się wielkie polowania przy akompaniamencie rogu Wojskiego. Co prawda w naszej epopei nie polowali na żubry, ale ile szacunku można by zdobyć zabijając tak wielką i dostojną zwierzynę. W 1944 r. w Polsce żyły 44 żubry. W 2017 r. było ich już 1873, więc co tam. Strzelajmy!


Największym echem odbiła się jednak argumentacja wpisania bobrów na listę zwierząt jadalnych. Przypomnę w całości wypowiedź ministra rolnictwa: Uzgodniłem z ministrem środowiska, że wystąpię do niego… No może nie wystąpię do niego, ale podejmę decyzję o uznaniu bobra i żubra jako zwierząt jadalnych. I może się okazać, że na bobry chętni będą, bo nie bardzo wiadomo, co z tym bobrem zrobić, jak się go już upoluje. A jeszcze jak sobie ludzie przypomną, że płetwa bobra ma – ponoć – właściwości afrodyzjaków, to może się okazać, że problem bobrów się niedługo skończy. Zdarzyło mi się kiedyś zastanawiać jak wyglądał proces myślowy pierwszej osoby, która wydoiła krowę i wypiła jej mleko. W sumie jak na to wpadła? W tym przypadku jest jeszcze ciekawiej. Jeżeli wypowiedź Ardanowskiego jest poparta jakimikolwiek badaniami, musiało dojść do następującej sytuacji: ktoś popatrzył na bobra, przyjrzał się jego płetwie i pomyślał hmmm, średnio ostatnio z moim popędem, w sumie ostrygi nie są zbyt przyjemne, na czekoladę mam uczulenie… Ta płetwa wygląda jakby mogła mi pomóc! Zabiję szkodnika, sproszkuję płetwę i zobaczymy czy pomoże. W sumie bóbr występuje w slangu w dość zseksualizowanym kontekście, ale bez przesady! A może skojarzenie poszło w stronę reklam pseudo-viagry – bobry przecież podgryzają konary. To tylko jeden poziom skojarzenia, więc chyba pasuje.


Biorąc pod uwagę tę potencjalną historyjkę, nie jestem pewny czy wolę, żeby tekst o bobrowej płetwie jako afrodyzjaku był idiotyzmem rzuconym ot tak przez ministra, czy żeby były na to jakieś naukowe dowody. Jeżeli jednak minister Ardanowski ma problem, naprawdę na początek polecam wzorować się na Casanovie i zaczynać dzień od ostryg, małży i krewetek. Mam nadzieję, że to pomoże.