Centrum Kapuścińskiego

Na warszawskiej Ochocie powstała pierwsza w Polsce klubokawiarnia zatrudniająca osoby autystyczne. Dzięki niej ponad dwadzieścia osób ma pracę i szansę na w miarę normalne, samodzielne życie. Ale nie jest łatwo…

 

18 marca minął rok od otwarcia klubokawiarni „Życie jest fajne”. Obecnie zatrudnia ona 25 autystów

 

– Na komisję do spraw orzekania o niepełnosprawności przychodzi matka z synem – głęboko zaburzonym autystą. Ponieważ jest pełnoletni, musi wejść sam. Lekarz pyta: „Ładna jest pogoda?”. „Tak” – pada odpowiedź. „Przyjechałeś z mamą? Tak”. Jeszcze kilka podobnych pytań, na które zawsze odpowiedzią jest „tak” i autysta wychodzi z orzeczeniem „umiarkowany stopień niepełnosprawności”. Problem w tym, że „tak” to jedyne słowo, jakie potrafi wypowiedzieć – opowiada mi Ola Ciechomska, jedna ze współzałożycielek i menadżerka klubokawiarni „Życie jest fajne”. – Nie wiem, ile jest prawdy w tej anegdocie, ale my z podobnymi sytuacjami spotykamy się codziennie – dodaje.

 

Emerytura w wieku 25 lat

Wiele fundacji pomaga dzieciom z autyzmem i ich rodzicom. Nastoletniego nisko funkcjonującego autystę można posłać do szkoły specjalnej, mniej zaburzonego – do klasy integracyjnej w szkole publicznej lub prywatnej. Problem rodzi się później.

 

– To często osoby z problemami, nieakceptowane przez społeczeństwo. Kończą edukację, mając 20 lat albo niewiele więcej i… nie ma co z nimi zrobić ani gdzie z nimi chodzić. Tych nisko funkcjonujących tak naprawdę zamyka się w domu – opowiada Ola, której syn Melchior ma zaawansowaną postać autyzmu, co powoduje również to, że nie widzi i nie mówi. – Z autyzmem jest tak, że jeśli przestajesz ćwiczyć, to następuje regres. Dla nich to jest wielka tragedia: tracą chęć do życia, energię. Dla nas, rodziców, też. Robimy wszystko, żeby lepiej funkcjonowali, wydajemy mnóstwo pieniędzy na ich terapie i nagle koniec. Powinno być takie miejsce, które nie będzie przechowalnią, kolejnym domem opieki społecznej. Miejsce, gdzie będzie się dalej kontynuować naukę. Chcielibyśmy, by tam pracowali profesjonaliści, ale oni kosztują tłumaczy.

 

Fundacja na kredyt

Dlatego założyli fundację Ergo Sum wspierającą osoby z autyzmem. Jej celem jest aktywizacja zawodowa i przystosowywanie ich do życia w społeczeństwie. Ale też przystosowywanie społeczeństwa do życia z autystami. Klubokawiarnia „Życie jest fajne” to pierwsza z szeregu inicjatyw, które mają w planach. Zaczęli właśnie od niej, bo, przynajmniej w teorii, potrzeba na nią nieco mniej czasu i pieniędzy. – Wcześniej zawodowo zajmowałam się wspieraniem rozwoju przedsiębiorstw społecznych. Uważałam, że skoro mam doświadczenie w pozyskiwaniu pieniędzy z UE, to sobie poradzimy. Ale urzędnicy uznali, że to projekt nieinnowacyjny – opowiada Ola. – Chodzi o to, że np. nie stosujemy tu nowych terapii. To prawda, że nie oferujemy autystom niczego nowego. Ale nasze podejście jest zupełnie inne: to nie miał być zakład pracy chronionej, autyści mieli tu zarabiać pieniądze bez taryfy ulgowej – wyjaśnia, widząc moją zdziwioną minę. – Więc postanowiliśmy po prostu wziąć kredyt. A właściwie dwa – dodaje.

 

Początek 2016 r. był nieprawdopodobnie stresujący zarówno dla menedżerów, jak i przyszłych pracowników. Ci drudzy zostali zatrudnieni od 1 stycznia, ale przez prawie trzy miesiące przechodzili przeróżne szkolenia: przede wszystkim radzenia sobie w kontaktach z klientami, przezwyciężania stresu i napięć, przekraczania granic, pracy zespołowej. Ponieważ autyści rzadko umieją nawiązywać relację z osobami spoza swojego środowiska (zwłaszcza damsko-męskie), część zajęć dotyczyła tematu seksualności.

 

Ekipa „Życie jest fajne” podczas wspólnej Wigilii 2016

 

W dzień otwarcia napięcie było potworne. – Trudno to opisać: Maciek krzyczał, płakał, że nie da rady, że się nie nadaje, że rezygnuje – wspomina Janusz. – I nagle, z chwilą otwarcia, wszystkie te negatywne emocje odpuściły. Niewytłumaczalne!

 

Nie można dawać za dużo płynu

Maciek ma 29 lat, interesuje się polityką, astronomią i historią, szczególnie starożytną. I ma zespół Aspergera z elementami syndromu Tourette’a. Wciąż się uczy kontrolować swoje reakcje. Zdarza się, że nagle zaczyna podskakiwać lub coś wykrzykiwać: to właśnie odzywa się Tourette. Potrzeba wtedy osoby, która „wyrwie” Maćka z jego świata, pomoże wrócić do rzeczywistości. Dlatego Janusz, tata Maćka, w miarę możliwości stara się być z nim w kawiarni. A dla bezpieczeństwa przywozi Maćka do pracy – Raz straż miejska przywiozła go do domu z podejrzeniem, że „się naćpał”. Innym razem pasażerowie go wyrzucili z tramwaju, gdy coś wykrzykiwał – opowiada. – Myślę, że wysoko funkcjonującym autystom jest w życiu jeszcze trudniej niż innym, bo mają pełną świadomość swoich zachowań i problemów, a jednocześnie mimo starań po prostu nie są w stanie ich całkowicie kontrolować i wyeliminować – mówi z goryczą. I opowiada mi, jak bardzo jego syn pragnie kontaktu z ludźmi: – Pyta, dlaczego inni mogą mieć narzeczone, mogą się ożenić, a on nie. Chciałby kiedyś założyć rodzinę, mieć dzieci i móc swoich bliskich utrzymać. Maciek nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów, ale nie umie sobie poradzić z ich podtrzymywaniem – tłumaczy Janusz. Dlatego tak bardzo się cieszy, że syn pracuje: – Wreszcie przebywa na co dzień wśród ludzi, a nie samotny przed komputerem lub z książką w mieszkaniu. Nabrał pewności siebie, odwagi i chęci do życia. Snuje nawet plany, że za jakiś czas może kupi sobie mieszkanie, że może będzie mógł założyć rodzinę…

 

Sam Maciek zdradza mi, że jego największym marzeniem jest wyruszyć w całkowicie samodzielną podróż. Bez rodziców, bez opiekunów. Pojechać i sobie samemu ze wszystkim poradzić. Bo dla niego samodzielność jest bardzo ważna. – Najbardziej się obawiałem, czy dam sobie radę w kontaktach z klientami. Ale najgorsze stresy minęły i teraz świetnie się tu czuję – opowiada o swojej pracy w „Życie jest fajne”. – Pomagam, zmywam, podaję, przebywam wśród ludzi. Lubię zmywać, bo efekty pracy są od razu widoczne. Zasada jest taka, że nie można używać za dużo płynu.

 

Uśmiech to jego drugie imię

Roland ma 22 lata i zespół Aspergera. Po płatnym stażu w „Życie jest fajne” został zatrudniony jako pomocnik kucharza. Jest pełen chęci i motywacji do pracy, robi świetne ciasta, zwłaszcza jaglano-kokosowe. Spokojny, ciepły, wręcz lgnie do ludzi: wita cię mocnym przytuleniem. I tęskni, kiedy cię dłużej nie widzi. Bo jesteś dla niego wsparciem, pomocą, sprawiasz, że czuje się ważny i potrzebny.

 

Roland teraz chętniej pomaga w domu, a czasem nawet sam wymyśla sposoby, jak zrobić coś lepiej i szybciej – mówi mama Rolanda. Na zdjęciu Roland i Ola Ciechomska, współzałożycielka i menadżerka klubokawiarni

 

– Jest bardzo dowcipny i uwielbia żarty. Zmywanie jest dla niego stresujące, bo się boi, że coś potłucze, ale wystarczy, że ktoś opowie kawał i natychmiast się rozluźnia – opowiada o swoim synu pani Lidia. – Praca tutaj nauczyła Rolanda obowiązkowości. Wcześniej miał też kłopot z szybkim zmienianiem wykonywanych czynności: we wszystkim musiał mieć ustaloną kolejność, porządek. W tej chwili bez problemu może przerwać to, co robi i zająć się czymś innym. To jest niesamowite! Największa radość jest dla niego wtedy, kiedy robi coś nowego, uczy się czegoś i sobie z tym radzi. To dla niego największa nagroda.

 

Do bólu szczery

27-letni Bartek z zespołem Aspergera to człowiek-orkiestra: trochę filozof, trochę polityk, ma duszę dziennikarza, montuje filmy i uwielbia rozmawiać. Nim zadam pytanie, zaczyna mi opowiadać: – Czasami myślę, że wiem za dużo, bo zdarza mi się, że w domu filozofuję, jak prawdziwy filozof. Myślę o sensie życia albo dogłębnie analizuję fakty dotyczące aktualnej sytuacji politycznej na świecie, albo porównuję ją z tą, jaka była kiedyś, albo myślę o tym, czy jest Bóg czy go nie ma. Uważam, że od jakiegoś czasu jestem osobą bardziej moralną niż kiedyś. Nie znaczy to, że jestem do końca dobry. Nazwijmy to po imieniu: połowa jest w nas anioła, połowa diabła. Ale z drugiej strony jestem świadomy błędów, które popełniam. Czasami robię takie niefajne rzeczy, że mam potem wyrzuty sumienia – przyznaje. – Ale mam też dobre cechy, np. nienawidzę kłamać, jestem do bólu szczery, a jeśli już kłamię to w ostateczności, a nie dlatego, że chcę to robić.

 

Z powodzeniem rozwija też swoją pasję dziennikarsko-filmową: – 1 lutego była u nas prezydent Warszawy i robiłem z nią wywiad. Wcześniej wygrałem konkurs na film dla ludzi z autyzmem. To był dokument o naszej klubokawiarni: napisałem pytania, zadawałem je ludziom z pracy, a potem zmontowałem film. Nazywa się „A jak człowiek” i można go zobaczyć na YouTubie – opowiada.

 

W Polsce świat autystów i aspergerowców jest taki mały, że trzeba go rozbudować. Bo przecież osób takich jak ja jest bardzo dużo, a tylko ci nieliczni mieszkającyw Warszawie mają szanse pracować – mówi Bartek

 

Bartkowi bardzo zależy mu na pracy w „Życie jest fajne”: – Teraz nie mogę się jeszcze sam utrzymywać, ale ta praca to jakiś krok naprzód. To także aktywizacja zawodowa. Dużo już umiem, ale są jeszcze rzeczy, których muszę się nauczyć, np. przyrządzać posiłki, bo tylko tosty umiem robić samodzielnie. Ale też jestem bardzo spostrzegawczy: jak zobaczę, że coś jest nie w porządku to od razu mówię: „O, to ktoś źle umył. To musi iść z powrotem do zmywania, bo nie podamy tego gościom”. Ja umiem takie rzeczy wyłapać – tłumaczy. Dzięki pracy w klubokawiarni nauczył się wytrwałości. – Ostatnio uczę się też tego, aby panować nad swoim słowotokiem. Bo przyznaję szczerze, że przez to jakość mojej pracy czasem też nie jest najlepsza – zdradza.

 

Zero taryfy ulgowej

Praca w „Życie jest fajne” ma uczyć autystów odpowiedzialności, dyscypliny, pracowitości. Ma im też dawać poczucie sensu i przynależności. Jednak żeby to osiągnąć potrzeba konsekwencji, więc nie ma tu żadnego pobłażania. – Wiedzą, że jeżeli ktoś usiądzie, nic nie będzie robił albo będzie dyskutował, to może dostać od nas, menedżerów, żółtą kartkę. A trzy takie kartki to powód do zwolnienia. Ta metoda mocno ich zdyscyplinowała – mówi mi Ola. Kiedy dziwię się surowością tej zasady, zaraz mi tłumaczy: – My ich traktujemy jak zwykłych pracowników. Robię im np. testy białej rękawiczki. Mówię wtedy: „Zobaczymy, co się stanie, jak przejadę rękawiczką pod szafkami”… Mam wyrzuty sumienia, ale nie ma taryfy ulgowej: oni się dzięki temu uczą – dodaje.

 

Jak podają, to podają

Pozornie „Życie jest fajne” nie różni się niczym od innych klubokawiarni, dlatego nie wszyscy goście od początku zdają sobie sprawę, co to za miejsce.

 

– Weszłam tu kiedyś, wracając z biblioteki. Nie od razu wiedziałam, że pracują tu autyści, ale zaczęłam rozmowę z menedżerką i szybko się zorientowałam, że jest „coś na rzeczy”. To niezwykła inicjatywa, a miejsce od razu mnie zaczarowało swoją atmosferą – mówi Małgosia, świeżo upieczona emerytka.

 

Olga, miłośniczka literatury, siedzi przy stoliku z kilkoma książkami, które wybrała z klubokawiarnianej biblioteczki. – Jestem tu przypadkowo: przyciągnęły mnie książki, które stoją na regałach. Myślałam, że to zwykła kawiarnia – mówi, kiedy uświadamiam ją, co to za miejsce. – Obserwowałam ich kątem oka i widzę, że są bardzo ciepli i otwarci na siebie. Zauważyłam też, że potrzebują pewnego rodzaju wsparcia. A tu jest tak rodzinnie, więc myślę, że czują tę opiekę. Są też bardzo szczerzy: mówią tak jak jest – dodaje.

 

To piękne patrzeć, jak takie osoby mogą pracować. Widać, że to daje im wielką radość – mówi Justyna, studentka na zdjęciu po środku

 

Na to samo zwraca uwagę Dominika, studentka Akademii Pedagogiki Specjalnej: – Podoba mi się szczerość tych ludzi: jak podają, to podają. Jak zapamiętują, co zamówiłyśmy, to też nie udają, że wszystko wiedzą, tylko otwarcie mówią „Ja wszystko zapamiętam, spokojnie”. I powtarzają do skutku – mówi. – To piękne, że takie osoby mogą pracować. Widać, że to daje im wielką radość. Bartek powiedział: fakt, że my jesteśmy zadowolone, że nam coś smakuje, daje mu motywację – dodaje jej koleżanka Justyna.

 

Walka o przetrwanie

Burmistrz Ochoty pomogła zorganizować lokal, z PFRON dostają dofinansowanie (3200 zł) na pensje czterech osób z orzeczeniem o niepełnosprawności, ale żeby w ogóle ruszyć, Ola zaciągnęła dwa kredyty pod hipotekę swojego domu. „Życie jest fajne” jest jednak trochę jak studnia bez dna. Kryzys przyszedł po kilku miesiącach: klubokawiarnia zalegała z czynszem, groziła im eksmisja. Z pomocą przyszli prywatni sponsorzy, pomogli też ludzie podczas zbiórki crowdfundingowej. – Chyba jakiś anioł stróż nad nami czuwa: dzień przed datą eksmisji ktoś nam przelał 5 tys. zł i mogliśmy komornikowi wpłacić pieniądze za czynsz – opowiada Darek, drugi z menadżerów.

 

Zyski z samej klubokawiarni nie wystarczają: zarabiają głównie większymi imprezami, które można tam zorganizować oraz cateringami. – W tej chwili najpilniejsze jest zapłacenie ZUS-u i podatku, bo jesteśmy już skierowani do egzekucji oraz wyrównanie zaległych pensji. W sumie to ok. 50 tys zł. Plus drugie tyle za inne zobowiązana – mówi Darek. – Musimy sobie radzić. Liczę trochę na szczęście, gram w totka przy każdej kumulacji – próbuje żartować Ola.

 

To miejsce żyje i jest fajne

Dla pracujących w „Życie jest fajne” ludzi najważniejsze są wzajemne więzi. – Wspaniale się uzupełniamy – tłumaczy mi Robert, też autysta, kolega Maćka i miłośnik gier komputerowych oraz „Gwiezdnych Wojen”. – Każdy z nas ma jakieś specyficzne talenty: Bartek jest mistrzem w robieniu filmików, Ania świetnym kucharzem, a Paulina bardzo ładnie śpiewa. Ja dobrze zajmuję się rachunkami i papierkową robotą – mówi. – A ja powiem, że wszystko ogarniam, np. kiedyś sam poprowadziłem karaoke – wtrąca się Maciek.  – Funkcjonujemy tu jako zespół. Podam taki przykład: ja mam problemy takie, jakie mam, zdarza mi się czymś denerwować, a Robert jest oazą spokoju, potrafi ze mną porozmawiać i uspokoić. I kiedy mam te swoje zachowania, to Robert przychodzi i pyta: „Maćku, co się dzieje?”. Wspieramy się tu wszyscy wzajemnie – dodaje.

 

Klubokawiarnia to nie tylko miejsce pracy. To również miejsce, w którym zawiązują się przyjaźnie. Na zdjęciu od lewej: Wojtek, Roland, Ania i Bartek

Wrona

Maciek opowiada mi, jak pracownicy wzajemnie sobie pomagają: – Przychodzą do nas wolontariusze, którzy są bardziej dotknięci autyzmem niż my. Ale z naszą pomocą i oni sobie świetnie radzą. Np. Łukasz prawie nie mówi, na początku nic nie wiedział, kręcił głową, czuł się zagubiony, potrzebował pomocy. A dzisiaj robi wszystko od początku do końca: podaje, zmywa i rzeczywiście sobie coraz lepiej radzi. Nawet jak go pytam, czy mu pomóc, to odmawia, chce sam wszystko zrobić. Cieszę się bardzo, że Łukaszowi się tak poprawiło. Lubię go i bardzo dobrze mi się z nim współpracuje – mówi Maciek.

– To miejsce żyje i to miejsce jest naprawdę fajne – kwituje Robert.

 

 

Tekst i zdjęcia: Magda Gontarek

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Który to świat?

Który to świat?

Druga część opowieści o Malezji. Pisze i fotografuje Weronika Rzeżutka...
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Z reżyserką, producentką i autorką zdjęć Hanną Polak rozmawia Bartosz...

Name required

Website